…nerwowy ranek, informacji szum”…

Zasypiałam mając pod powiekami Listę Ważnych Spraw do załatwienia.
Śniadanie jadłam „w biegu”, po drodze włączając jeszcze telewizor, żeby zobaczyć czym żyje dzisiaj świat….no i zobaczyłam.
Wizja bankructwa Gracji i dezintegracji Europy, exodus ludności z Afryki i Bliskiego Wschodu, szalejący terroryzm…kanapka utknęła mi w gardle. Na szczęście nie mogłam analizować dłużej kondycji świata, bo „czas mnie gonił”, więc myślami przeniosłam się do Spraw Do Załatwienia i układając w głowie kolejność działań wybiegłam z domu. Wróciłam do niego tylko dwa razy, po pieczątkę (która została na stole) i po telefon, który miałam w torebce, ale złośliwie schował się przede mną i udawał, że go nie ma.
Na najbliższym rondzie omal nie wjechałam w inny samochód i .. wreszcie się zatrzymałam.

Uświadomiłam sobie, że od rana działam jak nakręcona maszynka. Nie zauważyłam nawet co jadłam na śniadanie ani tego, czy dzień jest słoneczny czy pochmurny, cały czas żyjąc w przesunięciu czasowym (myśląc o tym co zdarzy się za chwilę i o tym, co dzieje się gdzie indziej).

Chwile, momenty… poeci i mistycy mówią, że to wszystko co mamy.
Rozpamiętywanie przeszłości lub teleportowanie się w przyszłość powoduje, że śnimy na jawie swój sen (czasem dobry, czasem zły), ale przez sen trudno jest zobaczyć, usłyszeć i poczuć to, co nas otacza.

Zanurzenie się w rzeczywistości, doświadczanie jej na 100% (teraz jem brzoskwinię, pływam, jadę na rowerze i przytulam się do kogoś bliskiego) może być silniejszym przeżyciem niż oglądanie piramid.
W świecie zalewanym ogromna ilością informacji, skupienie uwagi jest coraz trudniejsze.
Można nawet powiedzieć, że deficyt uwagi jest równie głęboki jak deficyt budżetowy.

Dla mnie najpiękniejsze wspomnienia doświadczenia, to właśnie chwile całkowitego zanurzenia w rzeczywistości (kiedy dostrzegam piękno świata, tańczę, spędzam czas z bliskimi, słucham muzyki, jem ulubione potrawy, czuję słońce i wiatr na swojej skórze)
Tak nie wiele i tak wiele…