Moja znajoma po wieczornej kłótni z mężem przyszła następnego dnia do pracy spóźniona i rozdrażniona. Potem było już tylko gorzej. Klienci, których obsługiwała byli tego dnia wyjątkowo nieuprzejmi i roszczeniowi, a na koniec wylądowała na dywaniku u szefa, który skrytykował jej metody pracy. Wracała do domu smutna, zła i tak wyczerpana; szła ze spuszczona głową i nie zauważyła pędzącego samochodu, który oblał ja woda z kałuży.
Każdemu z nas zdarzają się przykre rzeczy, ale dlaczego tak się dzieje że często „nieszczęścia chodzą parami” a jeszcze częściej działa jakieś tajemnicze prawo serii niefortunnych zdarzeń”.? Czy jest to tylko zbieg okoliczności, czy sami tworzymy negatywną rzeczywistość?
Myśli zawsze są połączone z emocjami.. Czy jeśli powiemy sobie:” mam zły dzień i nic mi się nie udaje” to jest to tylko myśl, czy samospełniająca się przepowiednia?
Jeżeli jesteśmy źli lub poirytowani, inni (często podświadomie) reagują na nasze emocje i „odpłacają” tym samym.

„Kto sieje wiatr, zbiera burzę”.

W jednym z moich ulubionych filmów „Dzień świstaka”, główny bohater utknął w pętli czasu. Topiąc smutki w alkoholu pyta poznanych przy barze mężczyzn:
– Czy zdarzyło wam się kiedyś przeżywać w kółko ten sam dzień?
– Właśnie tak wygląda nasz życie – odpowiedzieli.
Przekonania na temat świata i nas samych często są pułapką, która powoduje, że tkwimy w określonej sytuacji nawet wtedy, kiedy rzeczywistość nas uwiera; trzymamy się kurczowo starych schematów, utartych ścieżek ; na przykład tej samej pracy, mimo ,że szczerze jej nie znosimy (gdzie ja teraz znajdę lepszą, jest kryzys, mam swoje lata i kto mnie teraz zechce) nie dopuszczając nawet do siebie myśli, że zasługujemy na coś lepszego.
Jest taka przypowieść o żeglarzu, który w czasie sztormu wypadł za burtę i cała noc spędził trzymając się kurczowo swojej łodzi. Deszcz siekał go w twarz, wiatr rozwiewał włosy, a zimna woda doprowadziła go do skrajnego wyziębienia. Trząsł się nie tylko z zimna ale i ze strachu, bo bał się, że zaatakują go rekiny. Kiedy wzeszło słońce, zauważył, że jego łódź przydryfowała do brzegu i przez cały czas znajdował się kilka metrów od suchego lądu.
Jak często desperacko trzymamy się dawnego życia, nawet jeśli ono mocna daje się nam się we znaki? Skupiając się na walce o „przetrwanie” i sparaliżowani strachem nie dostrzegamy, że nowa rzeczywistość jest tuż obok, w zasięgu ręki. Kiedy walczymy z życiem, ono walczy z nami.

Dawno temu nie mogłam nauczyć się pływać. Słowa mojego instruktora zapadły mi w pamięć. – „Zamiast walczyć z ta wodą, spróbuj się jej poddać” powiedział.
Spróbowałam i bardzo szybko się nauczyłam.

Zawsze przypominam sobie to zdanie, kiedy wydaje się, że okoliczności „sprzysięgły się przeciwko mnie”.
Kiedy „odpuszczam” i przestaję nerwowo pociągać za sznurki poplątanego kłębka, sprawy, jak za dotknięciem magii ”same” zaczynają się układać, ukazując swój ukryty (pod powierzchnią zdarzeń) sens.