Kiedy byliśmy dziećmi, życie w świecie wyobraźni było tak samo naturalne, jak przebywanie w świecie rzeczywistym.
Wyobraźnia była naszą drugą naturą…a potem poszliśmy do szkoły. A tam tabliczka mnożenia była znacznie ważniejsza od „zmyślonych” historyjek.
Jako poważni dorośli nauczyliśmy się traktować wyobraźnię na równi z niepoważnym marzycielstwem, które najpewniej wyprowadzi nas na manowce.

Jednak nie tylko fizycy kwantowi utrzymują, że wszystko w naszej rzeczywistości ma początek w świecie wyobraźni.
Począwszy od pomysłu na nowa fryzurę, zmianę wizerunku, po urządzanie mieszkania i planowanie urlopu, wybór wykształcenia i zawodu oraz planowanie „ścieżki kariery”, wszystko co urzeczywistniło się w naszym życiu, musiało najpierw zaistnieć w świecie wyobraźni.
Wizja stopniowo przekształcała się w konkretny pomysł a następnie plan, który umożliwił jej realizację.

Powstanie każdego budynku, mostu i drogi musiało być poprzedzone projektem, stworzonym na podstawie wizji i pomysłu architekta.
Często słyszymy, że ktoś „mierzy wysoko”, co oznacza w dużym skrócie, że wyznacza sobie ambitne cele (muszą one najpierw pojawić się w świecie wyobraźni, aby mogły zaistnieć w rzeczywistości).
O niektórych mówi się, że mają „podcięte skrzydła”, co najczęściej oznacza, że trudno im sobie wyobrazić lepszą rzeczywistośc od tej, którą znają, ponieważ wydaje się ona nieosiągalna i odległa.

W bajce o brzydkim kaczątku młody łabędź, który usłyszał od przybranej kaczej mamy, że nigdy nie będzie latać, dziobało ziarno na podwórku, coraz rzadziej patrząc w niebo na żeglujące po nim łabędzie.
Kiedy uwierzyło, że potrafi wzbić się w powietrze (otworzyło się na nową rzeczywistość) poszybowało razem z nimi.
Kiedy my otwieramy się na nowe możliwości ich realizowanie okazuje się być najczęściej kwestią czasu.
Czy granice istnieją tylko w naszej głowie? Warto spróbować je przesuwać, żeby się o tym przekonać.