Kto sieje wiatr, zbiera burzę

Moja znajoma po wieczornej kłótni z mężem przyszła następnego dnia do pracy spóźniona i rozdrażniona. Potem było już tylko gorzej. Klienci, których obsługiwała byli tego dnia wyjątkowo nieuprzejmi i roszczeniowi, a na koniec wylądowała na dywaniku u szefa, który skrytykował jej metody pracy. Wracała do domu smutna, zła i tak wyczerpana; szła ze spuszczona głową i nie zauważyła pędzącego samochodu, który oblał ja woda z kałuży.
Każdemu z nas zdarzają się przykre rzeczy, ale dlaczego tak się dzieje że często „nieszczęścia chodzą parami” a jeszcze częściej działa jakieś tajemnicze prawo serii niefortunnych zdarzeń”.? Czy jest to tylko zbieg okoliczności, czy sami tworzymy negatywną rzeczywistość?
Myśli zawsze są połączone z emocjami.. Czy jeśli powiemy sobie:” mam zły dzień i nic mi się nie udaje” to jest to tylko myśl, czy samospełniająca się przepowiednia?
Jeżeli jesteśmy źli lub poirytowani, inni (często podświadomie) reagują na nasze emocje i „odpłacają” tym samym.

„Kto sieje wiatr, zbiera burzę”.

W jednym z moich ulubionych filmów „Dzień świstaka”, główny bohater utknął w pętli czasu. Topiąc smutki w alkoholu pyta poznanych przy barze mężczyzn:
– Czy zdarzyło wam się kiedyś przeżywać w kółko ten sam dzień?
– Właśnie tak wygląda nasz życie – odpowiedzieli.
Przekonania na temat świata i nas samych często są pułapką, która powoduje, że tkwimy w określonej sytuacji nawet wtedy, kiedy rzeczywistość nas uwiera; trzymamy się kurczowo starych schematów, utartych ścieżek ; na przykład tej samej pracy, mimo ,że szczerze jej nie znosimy (gdzie ja teraz znajdę lepszą, jest kryzys, mam swoje lata i kto mnie teraz zechce) nie dopuszczając nawet do siebie myśli, że zasługujemy na coś lepszego.
Jest taka przypowieść o żeglarzu, który w czasie sztormu wypadł za burtę i cała noc spędził trzymając się kurczowo swojej łodzi. Deszcz siekał […]

Przez |7 października, 2015|Blog|Możliwość komentowania Kto sieje wiatr, zbiera burzę została wyłączona

Koniec lata

Koniec lata jest zwykle czasem, w którym oglądamy się za siebie, tęskniąc za słońcem, swobodą i dotykaniem świata.
Trudno jest wtedy skupić się na pracy zawodowej i codziennych obowiązkach.
Ekspres do kawy zapewne w niejednej firmie wysłuchał wielu wakacyjnych opowieści kończących się zwykle westchnieniem: – „oby do następnego urlopu.”…
Menadżerowie i kierownicy dobrze znają powakacyjny syndrom „zmniejszonej wydajności” a pracownicy powracający z urlopu często otrzymują taryfę ulgową.

Psychologowie sportu uczą zawodników skupiania się na samej czynności, na chwili obecnej i monitorowania mowy wewnętrznej związanej z obawami przed porażką.
Alpiniści dobrze wiedzą, jak ważna jest umiejętność skupiania uwagi na tym co tu i teraz.
Często wspinają się w ekstremalnie niebezpiecznych warunkach i wiedzą, że koncentrowanie się na zagrożeniach związanych z możliwością nadejścia kolejnej lawiny lub ewentualnej kontuzji, pozbawia ich energii, tak potrzebnej do dalszej wspinaczki i osiągnięcia wyznaczonego celu.
Negatywne myśli związane z tym co zostawili „na dole”., również są stratą energii, od której zależy ich przetrwanie.
Dlatego uczą się skupiania na wykonywanych czynnościach i odwracania uwagi od wspomnień i wyobrażania sobie przyszłości.

Umiejętność koncentracji jest ważna dla wszystkich, nie tylko dla sportowców. Wydajność umysłu, efektywność pracy, nawet satysfakcja odczuwana w związkach zależą od tego samego czynnika: umiejętności bycia w chwili obecnej.

Tymczasem dla większośći z nas negatywne wspomnienia dotyczące przeszłości lub katastroficzne wyobrażenia na temat przyszłości to zajęcie na pełen etat.

Kto z nas nie zna dręczących myśli na temat tego „co będzie” i nie przeżył żadnej bezsennej nocy, krytykując siebie i obwiniając lub zamartwianie się tym co można było zrobić inaczej?
Tylko czy nasza rozszalała wyobraźnia i zamartwianie się mogą nas uchronić przed kłopotami?
Równie logiczne byłoby karanie dzieci na zapas, na wypadek, gdyby potem były niegrzeczne.
Skoro ten pomysł wydaje się szalony, to czy równie bezsensowne nie jest zajmowanie się problemami jeszcze zanim się pojawia?

Wyobrażanie […]

Przez |9 września, 2015|Blog|Możliwość komentowania Koniec lata została wyłączona

W przesunięciu

…nerwowy ranek, informacji szum”…

Zasypiałam mając pod powiekami Listę Ważnych Spraw do załatwienia.
Śniadanie jadłam „w biegu”, po drodze włączając jeszcze telewizor, żeby zobaczyć czym żyje dzisiaj świat….no i zobaczyłam.
Wizja bankructwa Gracji i dezintegracji Europy, exodus ludności z Afryki i Bliskiego Wschodu, szalejący terroryzm…kanapka utknęła mi w gardle. Na szczęście nie mogłam analizować dłużej kondycji świata, bo „czas mnie gonił”, więc myślami przeniosłam się do Spraw Do Załatwienia i układając w głowie kolejność działań wybiegłam z domu. Wróciłam do niego tylko dwa razy, po pieczątkę (która została na stole) i po telefon, który miałam w torebce, ale złośliwie schował się przede mną i udawał, że go nie ma.
Na najbliższym rondzie omal nie wjechałam w inny samochód i .. wreszcie się zatrzymałam.

Uświadomiłam sobie, że od rana działam jak nakręcona maszynka. Nie zauważyłam nawet co jadłam na śniadanie ani tego, czy dzień jest słoneczny czy pochmurny, cały czas żyjąc w przesunięciu czasowym (myśląc o tym co zdarzy się za chwilę i o tym, co dzieje się gdzie indziej).

Chwile, momenty… poeci i mistycy mówią, że to wszystko co mamy.
Rozpamiętywanie przeszłości lub teleportowanie się w przyszłość powoduje, że śnimy na jawie swój sen (czasem dobry, czasem zły), ale przez sen trudno jest zobaczyć, usłyszeć i poczuć to, co nas otacza.

Zanurzenie się w rzeczywistości, doświadczanie jej na 100% (teraz jem brzoskwinię, pływam, jadę na rowerze i przytulam się do kogoś bliskiego) może być silniejszym przeżyciem niż oglądanie piramid.
W świecie zalewanym ogromna ilością informacji, skupienie uwagi jest coraz trudniejsze.
Można nawet powiedzieć, że deficyt uwagi jest równie głęboki jak deficyt budżetowy.

Dla mnie najpiękniejsze wspomnienia doświadczenia, to właśnie chwile całkowitego zanurzenia w rzeczywistości (kiedy dostrzegam piękno świata, tańczę, spędzam czas z bliskimi, słucham muzyki, jem ulubione potrawy, czuję […]

Przez |3 lipca, 2015|Blog|Możliwość komentowania W przesunięciu została wyłączona
  • „Umęczę się ale wypocznę” „Umęczę się ale wypocznę”

    „Umęczę się ale wypocznę”

„Umęczę się ale wypocznę”

Już za kilka dni zabrzmi ostatni szkolny dzwonek i rozpoczną się wakacje.
Można skorzystać z okazji i wsiąść do pociągu byle jakiego i ruszyć w nieznane (albo znane), albo z niego… wysiąść i dokładnie obejrzeć miejsce, w którym się w życiu znajdujemy.

Pędzący pociąg jest potrzebny tym z nas, którzy zasiedzieli się w swoim życiu w nawykach i przyzwyczajeniach i są znudzeni oglądaniem tych samych widoków z okna każdego dnia.
Podróżnicy i turyści „umęcza się” podróżą, walizą, plażowaniem, wspinaniem, zwiedzaniem i fotografowaniem (wiadomo, że trzeba się nieźle natrudzić, żeby dobrze wypocząć), by potem z westchnieniem ulgi powrócić do bezpiecznej i oswojonej (bywa, że dodatkowo klimatyzowanej) codzienności.

Ci, którzy dla odmiany czują zawrót głowy i postanawiają na chwilę zejść z wirującej na oślep karuzeli, maja okazję doświadczyć, że dobrze jest niczego nie wymuszać i nie przyspieszać oraz nacieszyć się obecnością bliskich…i swoją własną.
Być może piosenka: „Co ja tutaj robię” okaże się przebojem tego lata i motywacją do szukania drogowskazów.
Życie podpowiada rozwiązania ale by móc je ”usłyszeć”, warto się zatrzymać i pobyć z pytaniami…odpowiedzi nadejdą.

Latem często zbieramy muszle, kamienie, bursztyny, pamiątki i wspomnienia.
Szukajmy tego lata tego czego, najbardziej chcemy znaleźć, a wtedy znajdziemy 

Przez |23 czerwca, 2015|Blog|Możliwość komentowania „Umęczę się ale wypocznę” została wyłączona

„Kto mi dał skrzydła”

Kiedy byliśmy dziećmi, życie w świecie wyobraźni było tak samo naturalne, jak przebywanie w świecie rzeczywistym.
Wyobraźnia była naszą drugą naturą…a potem poszliśmy do szkoły. A tam tabliczka mnożenia była znacznie ważniejsza od „zmyślonych” historyjek.
Jako poważni dorośli nauczyliśmy się traktować wyobraźnię na równi z niepoważnym marzycielstwem, które najpewniej wyprowadzi nas na manowce.

Jednak nie tylko fizycy kwantowi utrzymują, że wszystko w naszej rzeczywistości ma początek w świecie wyobraźni.
Począwszy od pomysłu na nowa fryzurę, zmianę wizerunku, po urządzanie mieszkania i planowanie urlopu, wybór wykształcenia i zawodu oraz planowanie „ścieżki kariery”, wszystko co urzeczywistniło się w naszym życiu, musiało najpierw zaistnieć w świecie wyobraźni.
Wizja stopniowo przekształcała się w konkretny pomysł a następnie plan, który umożliwił jej realizację.

Powstanie każdego budynku, mostu i drogi musiało być poprzedzone projektem, stworzonym na podstawie wizji i pomysłu architekta.
Często słyszymy, że ktoś „mierzy wysoko”, co oznacza w dużym skrócie, że wyznacza sobie ambitne cele (muszą one najpierw pojawić się w świecie wyobraźni, aby mogły zaistnieć w rzeczywistości).
O niektórych mówi się, że mają „podcięte skrzydła”, co najczęściej oznacza, że trudno im sobie wyobrazić lepszą rzeczywistośc od tej, którą znają, ponieważ wydaje się ona nieosiągalna i odległa.

W bajce o brzydkim kaczątku młody łabędź, który usłyszał od przybranej kaczej mamy, że nigdy nie będzie latać, dziobało ziarno na podwórku, coraz rzadziej patrząc w niebo na żeglujące po nim łabędzie.
Kiedy uwierzyło, że potrafi wzbić się w powietrze (otworzyło się na nową rzeczywistość) poszybowało razem z nimi.
Kiedy my otwieramy się na nowe możliwości ich realizowanie okazuje się być najczęściej kwestią czasu.
Czy granice istnieją tylko w naszej głowie? Warto spróbować je przesuwać, żeby się o tym przekonać.

Przez |15 czerwca, 2015|Blog|Możliwość komentowania „Kto mi dał skrzydła” została wyłączona
  • „Don’t  worry, be happy.” „Don’t  worry, be happy.”

    „Don’t worry, be happy.”

„Don’t worry, be happy.”

Obecnie bardzo popularne są idee zdrowego odżywiania.
„Jesteś tym co jesz” krzyczą do nas nagłówki i tytuły artykułów, promujących ekologiczny styl życia. Ich autorzy często porównują człowieka do naczynia, które można wypełnic śmieciowym jedzeniem, albo wartościowymi produktami, wpływając tym samym na jakość życia i stan zdrowia.

Możemy również troszczyć się o to, aby nie wypełniać się „śmieciowymi” myślami.
Zwykle robimy to na trzy sposoby: wspominając trudne i bolesne doświadczenia (jest to znakomity sposób, aby pielęgnować w sobie poczucie krzywdy), żałując, że jest jak jest, a mogłoby być lepiej, lub zamartwiając się tym wszystkim, co może wydarzyć się w przyszłości (zamiast skupić się na tym co jest skupiamy się na tym czego w tej chwili nie ma). Wyobrażanie sobie wszystkich możliwych nieszczęść to bardzo skuteczny sposób na to by odebrać sobie radość życia.

Szczęście i radość mają w naszym kraju złą prasę.
– „Cieszy się jak kto głupi” mówimy, albo
– „śmieje się jak głupi do sera” (czemu akurat do sera, tego nie wiadomo)”.
Dla odmiany dostojny smutek i „cierpienia, które uszlachetnia”, są często gloryfikowane.
Mam czasem wrażenie, że panuje niepisana norma społeczna, zgodnie z którą człowiek, który idzie ulicą uśmiechnięty od ucha do ucha, wzbudza odruch politowania lub potrzebę skontaktowania go ze specjalistą.
– „A z czego tu się można cieszyć”? – pytają zwykle zawodowi malkontenci.
A można. Ze wszystkiego…
Z tego, że słońce świeci i z tego, że deszcz pada, z chwil spędzonych z bliskimi i tych, które mamy tylko dla siebie, z tego, że pędzimy razem z życiem jak na karuzeli i z tego, że możemy się zatrzymać, odpocząć, celebrować dzień.

Zamiast jak zwykle czegoś chcieć (zwykle więcej i więcej można), można po prostu być – z tym co nas otacza.
Zamiast dążyć do tego, żeby więcej posiadać można nie posiadać z radości.
Wystarczy popatrzeć […]

Przez |2 czerwca, 2015|Blog|Możliwość komentowania „Don’t worry, be happy.” została wyłączona

Żyj chwilą

„Życie jest czymś, co nam się przydarza, w czasie gdy jesteśmy zajęci planowaniem innych rzeczy”.

Anthony de Mello

Mam wrażnie, że coraz więcej osób żyje w Matrixie, równoległej rzeczywistości.
Może być nią rzeczywistość wirtualna – ilość elektronicznych gadżetów ciągle rośnie – podobnie jak liczba osób nieobecnych, niewidzących i niesłyszących świata który ich otacza, zatopionych w podręcznych ekranach i słuchawkach.

Światem równoległym” może być również „Matrix” własnych myśli; umysł zajęty planowaniem, analizowaniem, opracowywaniem strategii, a przede wszystkim „ulepszaniem” rzeczywistości rzadko kiedy zatrzymuje się, aby zarejestrować chwile: śmiech dziecka, zapach kawy, czuły dotyk, delikatny zapach mokrej ziemi po deszczu.

„Poczekaj, nie teraz, nie przszkadzaj, później do ciebie zajrzę, mamusia musi jeszcze skończyć pracę, tatuś jest teraz zajęty”…
„Tak, musimy koniecznie spotkać się i porozmawiać, jak tylko”…
„Wybierzemy się gdzieś tylko we dwoje…ale najpierw musimy”…
„Jak szybko ten czsas mija, już pachną bzy, kwitną akacje, to już pierwszy śnieg, jak znajdę czas pójdę na spacer, pobiegam, odpocznę…jeszcze tylko skończę ten raport, obejrzę film, naprawię żelazko, wyjdę na wyższy poziom tej gry…”
Na wyższy poziom…tylko czego? I gdzie tak naprawdę jesteśmy, jak nas nie ma…z dziećmi, ukochanymi, przyjaciółmi, bliskimi i dlaszymi.

Ludzie przeprowadzający bilans życia często wspominają najważniejsze chwile, ale nigdy nie są to te spędzone w biurze, poświęcone planowaniu kariery czy testowaniu nowych gadżetów.
Najczęściej są momomenty, w których byli zatopieni w chwili, dostrzegali piękno świata wokół siebie i cieszyli się obecnością swoich bliskich.

W tym kontekście myśl ”żyj chwilą” nabiera całkiem innego znaczenia:)

Przez |22 kwietnia, 2015|Blog|Możliwość komentowania Żyj chwilą została wyłączona

Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

wiosna1Wiosna często kojarzy się ze słowem: radosna i piosenką: „Jeszcze w zielone gramy”.
Jednak nie dla wszystkich.
Paradoksalnie dla wielu osób okres wiosenny jest czasem, w którym nasilają się stany depresyjne, apatia, spadek energii życiowej.
Depresja… nie jedno ma imię, ale dlaczego się pojawia? Skąd przychodzi?

Istnieje wiele koncepcji na ten temat.
Od biologicznych (stany emocjonalne o dużym nasileniu wiążą się ze zmianami neuroprzekaźników w CUN), do środowiskowych (za depresję odpowiedzialne są wydarzenia życiowe).
Wydarzenia te, zwykle są trudne, najczęściej wiążą się z jakąś stratą (bliskiej osoby, pracy, bezpieczeństwa finansowego, prestiżu), ale nie zawsze tak jest.
Czasem okoliczności zewnętrzne mogą wiązać się z sukcesem i osiągnięciami, które same w sobie są pozytywne, ale pociagają za sobą obciążenia emocjonalne, związane z lękiem przed porażką („czy poradzę sobie z nowym wyzwaniem”) i z koniecznością dostosowania się do nowych warunków.
Stany depresyjne są przyczyną ogromnego dyskomfortu, często cierpienia, na wielu poziomach: fizycznym (następuje zmiana rytmów biologicznych, problemy ze snem) i psychicznym („zmęczenie życiem”, obwinianie siebie, przejmujący smutek).
Stany depresyjne są rodzajem transu, w którym rzeczywistość zostaje nieświadomie zniekształcona.
Uwaga najczęściej jest skupiona jest na przeszłości (rozpamiętywanie, analizowanie przeszłych błędów i porażek), więc minione wydarzenia przeżywane są ciagle na nowo, jakby nadal istniały.
Uwaga kierowana jest również na przyszłość (poprzez „przewidywanie” jej: „już nigdy mi się nic nie uda”, ”nikt mnie nie zaakceptuje, nie polubi, nie pokocha”).

Można więc porównać depresję do „utknięcia” w jakiejś sytuacji emocjonalnej. Rzeczywistość, teraźniejszość jest tylko tłem, sytuacje z przeszłości znajdują się na planie głównym.
Przeciwieństwem katalepsji, utknięcia jest ruch, „ucieczka do przodu”.

Największa nawet zmiana zaczyna się od postawienia pierwszego kroku.
W przypadku depresji jest tak, że kiedy zmieni się jeden element, jeden wymiar funkcjonowania, pociąga to za sobą zmianę całościową.
U pacjentów depresyjnych, którzy zaczynają uprawiać sport (minimum […]

Przez |9 kwietnia, 2015|Blog|Możliwość komentowania Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. została wyłączona

Wiosna

Czy lepiej kochać, czy być kochanym? Ani jedno, ani drugie, jeśli twój poziom cholesterolu przekracza liczbę 600.
Cudowną rzeczą jest przy tym to, że jeśli się kocha, ulega się przemożnemu imperatywowi śpiewu…
Woody Allen

Wiosna to dobra pora, żeby się zakochać; może być to zarówno romantyczne uczucie, miłość do świata (za to, że jest taki piękny, kiedy budzi się do życia); można również zakochać się w sobie… z wzajemnością.

Parafrazując słowa poety można powiedzieć: bądźmy dla siebie dobrzy na wiosnę.

Zamiast nieustannie krytykować siebie, obwiniając za wszystkie popełnione błędy, bądźmy dla siebie tolerancyjni; zamiast poganiać się i pospieszać, dajmy sobie prawo do zatrzymania, odpoczynku.
Zamiast działać „zadaniowo” (muszę dzisiaj zrobić koniecznie …całą listę spraw) warto dać sobie prawo do tego, żeby „odpuścić”, bo jesteśmy ważniejsi od tej listy.
Nawet jeśli nie wszystko jest idealnie uporządkowane, posprzątane, napisane, przygotowane, to świat będzie istniał dalej; perfekcyjne wykonanie „zadań” nie jest możliwe do osiągnięcia.
Starając się im „sprostać” można być jedynie perfekcyjnie umęczonym i niezadowolonym, bo przecież zawsze można zrobić coś lepiej i dokładniej.

Czas na wiosenne porządki.

Chowając na dno walizy ciężkie i szare zimowe ubrania i wieszając na wieszakach lekkie i kolorowe, można przy okazji poukładać sobie myśli w głowie;
powyrzucać wszystkie z gatunku dręczących i męczących (zwykle najbardziej dręczymy nimi samych siebie) oraz wytrzepać i przewietrzyć te sztywne, uporczywe i nawykowe.
Może się wtedy okazać, że schematy myślowe są stereotypami, a osiaganie celów polega na przeciwstawianiu się tym nawykom.
Odejście od sztywnych wzorców ułatwia tworzenie nowych scenariuszy, a stąd tylko krok do ich realizacji.
Warto wzbogacić myśli o nową, wiosenną kolekcję (marzenia i plany na przyszłość maja szansę spełnić się tylko wtedy, kiedy je mamy) .

Podążanie za marzeniami…czy może być cos lepszego?

Przez |4 kwietnia, 2015|Blog|Możliwość komentowania Wiosna została wyłączona

“Droga w dół i w górę jest jedna.”

Droga“Droga w dół i w górę jest jedna.”
Heraklit

Heraklit jest jednym z najbardziej tajemniczych filozofów.
Jego alegorie i aforyzmy są niejednoznaczne.
Powyższy cytat również można interpretować na wiele sposobów.

Rzadko dzieje się tak, że zmierzamy do celu prostą drogą: częściej kluczymy, idziemy po omacku, a czasem wydaje nam się, że całkiem zeszliśmy ze szlaku.
Moim zdaniem właśnie te sytuacje, kiedy nagle lądujemy w “szczerym polu” są najlepszymi nauczycielami.
Kiedy nie jesteśmy oślepieni i ogłuszeni zawrotnym tempem życia, i zahipnotyzowani rutyną, zadajemy sobie najprostsze pytania: ”czego chcę od życia?”, „kim jestem?”, „co mogę dać światu od siebie?”
Życiowe zakręty i manowce to bardzo dobre miejsce na takie pytania.
Bez postawienia ich sobie nie uzyskamy odpowiedzi.

Uczucie dyskomfortu, braku, niezadowolenia z siebie i ze swojej sytuacji, motywują do działania, do starań i do wysiłku.
Wtedy „droga w dół” staje się początkiem drogi w górę.

Zdarza się też, że łatwy i długotrwały sukces usypia i rozleniwia.
Kiedy tracimy czujność i przestajemy się starać, prędzej czy później sprowadzamy na siebie kłopoty lub ponosimy porażkę. “Droga w górę” staje się drogą w dół.

Dopiero w odległej perspektywie można zobaczyć, że wszystko, co nas w życiu spotyka układa się w jedną całość.
Trudne momenty są jednocześnie drogowskazami, pomagają się „przeprogramować”, poukładać od nowa. Dzięki temu osiągamy pożądaną stabilizację, co powoduje, że często usypiamy w przyzwyczajeniach; tymczasem rzadko można być ciągle „na fali”, nawet te najwyższe w końcu opadają.

Przez |10 marca, 2015|Blog|Możliwość komentowania “Droga w dół i w górę jest jedna.” została wyłączona