• winner
    Popełniaj mnóstwo błędów – wyciągaj lekcje Popełniaj mnóstwo błędów – wyciągaj lekcje

    Popełniaj mnóstwo błędów – wyciągaj lekcje

Popełniaj mnóstwo błędów – wyciągaj lekcje

„Popełniaj mnóstwo błędów – wyciągaj lekcje”
Albert Einstein

Igrzyska w Rio przeszły właśnie do historii.
Sukcesy sportowców, którymi żył cały świat, mierzone były medalami, miejscami na podium i przeskoczonymi lub zrzuconymi poprzeczkami.
Zwycięzcy oklaskiwani byli przez rozentuzjazmowany tłum, przegrani dyskretnie usuwali się w cień.

W „prawdziwym życiu” często jest podobnie. Wygranym czuje się ten, kto doskoczy lub przeskoczy życiową poprzeczkę.
A kiedy się ją zrzuci a albo w ogóle do niej nie doskoczy, to zwykle pojawia się złość, rozczarowanie i poczucie porażki.
(„a miało być tak pięknie…”)
Jak często szacunek do siebie, ocena własnej wartości jest związana z osiągnięciami?

W życiu tak jest, że czasem się przez te poprzeczkę przeskakuje, czasem nie, czasem się ja prawie przeskoczy, czasem zrzuci a czasem w ogóle do niej nie podchodzi.
Każdy tak ma. Jak by to było, gdyby stosunek do siebie był niezależny od tej poprzeczki?
Niezależny od tego, czy na widowni słyszymy oklaski czy buczenie?

Dla tych, którzy widzą świat tylko w białej lub czarnej odsłonie, może to być trudne.
Czasem ten stosunek do siebie jest mierzony kilogramami, które uda się z rzucić, czasem tytułami naukowymi, innym razem majątkiem lub zaliczonymi miejscami, które się odwiedziło.
Niezależnie od zadania, uczucie satysfakcji pojawia się tylko wtedy, kiedy „się udało”, (na przykład zrzucić kilka kilogramów).

Trudno jest mierzyć się z tą poprzeczką każdego dnia.
To tak, jakby kochać swoje dzieci tylko wtedy, kiedy są grzeczne, a odrzucać je, kiedy narozrabiają.
Miłość nie ma nic wspólnego z porzeczkami. Można wyjść z pokoju, trzasnąć drzwiami, bo dzieci momentami nie do zniesienia, ale to tylko chwilowe emocje, które nie zmieniają stosunku do nich; niezależnie od tego czy akurat broją, czy są super grzeczne.
W miłości mieszczą się różne uczucia: duma, radość, rozczarowanie, żal, złość ale jak się kogoś kocha, to kocha się go cały czas.

A gdyby tak nauczyć się akceptować […]

Przez |Sierpień 28th, 2016|Blog|O komentarzy
  • dandelion_3
    „Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo” „Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo”

    „Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo”

„Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo”

„Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo”
Heraklit z Efezu

Gdyby Heraklit żył we współczesnym świecie, powiedziałby pewnie, że wszystko pędzi a czas – podobnie jak uwaga i skupienie – stają się towarem deficytowym.
Gdyby chciał zapytać napotkanego człowieka: dokąd właściwie tak biegnie, otrzymałby zapewne odpowiedź, że ten nie ma czasu na pogaduszki i filozoficzne rozmyślania, bo się spieszy .
„Nie mam czasu zastanowić się po co biegnę, bo musze biec…”
Nie można wykluczyć, że dostojny filozof doszedłby do wniosku, że wszyscy powariowali i jak jego kolega Diogenes zacząłby chodzić w biały dzień z lampą po ulicy i szukać Człowieka.

Książka, która stała się światowym bestsellerem : „Czego najbardziej żałują umierający”, jest zapisem rozmów australijskiej pielęgniarki z jej umierającymi pacjentami.
Ludzkie historie , które Bronnie Ware opisała w swojej książce są bardzo różne, ale przemyślenia na temat tego co na bardziej liczy się w życiu są bardzo podobne.

Żegnający się ze światem ludzie najbardziej żałowali tego, że nie realizowali własnego pomysłu na życie, tylko spełniali oczekiwania innych.

Wyrażali również żal z tego powodu, że zbyt dużo i ciężko pracowali. Autorka nie usłyszała od żadnego ze swoich pacjentów, że żałują, że więcej czasu nie spędzili w biurze i że usilniej nie pomnażali swojego majątku.

Gdyby mogli jeszcze raz przeżyć swoje życie, poświęcaliby więcej czasu na pielęgnowanie przyjaźni.
W ostatecznym rozrachunku mieli poczucie, że to właśnie relacje z bliskimi, umiejętność wyrażania uczuć, dzielenia się przeżyciami, nadawały sens ich życiu.

Żałowali również tego, że zbyt mało czasu poświęcili…sobie, dbaniu o swoje szczęście.
Powtarzali, że widzą teraz wyraźnie, że poczucie satysfakcji z życia zależało od nich samych, od tego, na ile potrafili doceniać wszystko, co otrzymują każdego dnia w miejsce stawiania sobie i światu zawyżonych oczekiwań.
I właśnie te „zwykłe sprawy”, małe cuda codziennego życia , celebrowanie wspólnych chwil z rodziną i […]

Przez |Czerwiec 29th, 2016|Blog|O komentarzy
  • Image converted using ifftoany
    Granicą jest niebo Granicą jest niebo

    Granicą jest niebo

Granicą jest niebo

Paweł i Gaweł są sąsiadami. Codziennie robią zakupy w sklepie na rogu i oglądają ten sam widok z okna ale mogą go postrzegać zupełnie inaczej.
Wszystko zależy od tego jak oceniają ten sam pejzaż i jaki jest tego dnia ich nastrój i wrażliwość.
Pawłowi, który właśnie się zakochał, świat wydaje się piękny i radosny; Gaweł, który niedawno rozstał się z narzeczoną postrzega ten sam pejzaż jako szary i smutny.
Kiedy wybiorą się razem do kina obejrzą dwa różne filmy i inne będą mieli odczucia, kiedy pójdą na koncert.
Nasze światy powstają w oparciu o subiektywne doświadczenia, wyobrażenia i przeżycia.

Jeśli ktoś wyznacza sobie ambitne cele mówimy, że „mierzy wysoko”.
O niektórych ludziach mawia się, że mają „podcięte skrzydła”, co najczęściej oznacza, że trudno im jest wyobrazić sobie lepszą rzeczywistość od tej, którą znają, ponieważ wydaje im się odległą lub nieosiągalna.

Kiedy Brzydkie Kaczątko usłyszało od przybranej kaczej mamy, że nigdy nie będzie latać, dziobało ziarno na podwórku, coraz rzadziej patrzyło w niebo i żeglujące po nim łabędzie.
Dopiero wtedy, kiedy uwierzyło, że potrafi wzbić się w powietrze (otworzyło się na nową rzeczywistość) poszybowało razem z nimi.
Kiedy my otwieramy się na nowe możliwości ich realizacja okazuje się być najczęściej kwestią czasu.
Czy granice istnieją tylko w naszej głowie?
Co może się wydarzyć, kiedy zaczniemy je przesuwać?

  • dzien-19-finisterre--to-co-najpiekniejsze
    Świetlistymi istotami jesteśmy, nie surową materią Świetlistymi istotami jesteśmy, nie surową materią

    Świetlistymi istotami jesteśmy, nie surową materią

Świetlistymi istotami jesteśmy, nie surową materią

„Świetlistymi istotami jesteśmy, nie surową materią”.
mistrz Yoda

Czy nasze emocje i myśli wpływają na rzeczywistość?
Czy rzeczywiście mamy „Moc” i możemy wpływać na materię, której struktura wydaje się stała i niezmienna?
Masaru Emoto, japoński badacz i pisarz badał wpływ emocji na cząsteczki wody.
Zamrażał je i umieszczał pod mikroskopem a następnie przemawiał do nich za pomocą słów i krótkich fraz, zawierających ładunek emocjonalny (”jesteś piękna”, „brzydzę się tobą”, „kocham cię”) i obserwował, czy wypowiadane słowa miały wpływ na krystalizację cząsteczek.
Pod wpływem słów wyrażających akceptację i aprobatę, woda zastygała przybierając regularną, symetryczną strukturę, natomiast kiedy poddawana krytyce przybierała brzydkie, nieregularne kształty.
Badacz zastępował wypowiadane słowa karteczkami, które naklejał na pojemniki z wodą. Efekt był taki sam, jak w przypadku słów wypowiadanych na głos.
Sprawdzał również jaki wpływ na cząsteczki wody ma muzyka. Pod wpływem utworów Bacha i Mozarta cząsteczki wody formowały się w piękne kryształy, natomiast muzyka heavy metalowa niekorzystnie wpływała na ich strukturę.
Eksperymenty Emoto powtarzali ludzie na całym świecie, między innymi stosunkowo łatwe do wykonania doświadczenie z ryżem.
Ugotowany ryż wkładano do dwóch słoików. Ryż z pierwszego słoika był afirmowany, poprzez wypowiadanie do niego ciepłych, serdecznych słów i kierowanie w jego kierunku pozytywnych myśli, natomiast do ryżu z drugiego słoika kierowano krytyczne lub wulgarne słowa.
Po dwóch tygodniach można było zaobserwować, że „kochany” ryż był biały i zachowywał lekką konsystencję, natomiast ryż „nienawidzony” pokrywał się ciemną, mętna cieczą a po otwarciu słoika wydzielał nieprzyjemny zapach.

W zamkniętej strefie w okolicy Czarnobyla nadal mieszkają ludzie (początkowo zostali przesiedleni ale postanowili wrócić do swoich domów)
Czytałam, że staruszki odmawiają nad pożywieniem modlitwę, nad woda wykonują znak krzyża, wierząc, że w ten sposób uzdrawiają spożywany pokarm.

„Wiejska filozofia” coraz częściej jest spójna z naukowymi eksperymentami i kwantowymi teoriami głoszonymi przez fizyków teoretycznych.

Czy jesteśmy tylko […]

Każdego dnia na nowo wstaje słońce

„Każdego dnia na nowo wstaje słońce”.
Heraklit

Święty Walenty, patron zakochanych szykuje się na swoje święto.
Zakochani również.
Jest co świętować, miłość to wspaniałe uczucie!
Kiedy jesteśmy kochani świat pięknieje, a my razem z nim;
stajemy się lepszą wersją samych siebie, ponieważ Ktoś akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy i nie pragnie niczego więcej. Nie che, żebyśmy byli kimś innym niż sobą (przynajmniej na początku) 

Kiedy księżniczka pocałowała Ropuchę, ta zamieniła się w Księcia.
Kiedy John zakochuje się w Mary, to widzi w niej swoja Księżniczkę a ona w nim pięknego Księcia i każdy chce być tu, gdzie jest (i nigdzie indziej).

Brzmi to trochę jak bajka, bo codzienność jest dla większości z nas zupełnie inna.
Roman patrzy w lustro i mówi do siebie: „powinienem być lepszy, bogatszy, mądrzejszy i wyższy”.
Julia zwierza się przyjaciółce: zacznę biegać i zrzucę kilka kilogramów; kiedy zadbam o siebie, zapiszę się na studia, dostane wreszcie awans, wtedy wreszcie będzie tak jak trzeba.

Ale kiedy Roman spotyka się z Julią i oboje idą na romantyczny spacer, to wszystko jest idealnie, właśnie tak jak jest.
Oboje żyją chwilą, zanurzeni po uszy w rzeczywistości, akceptują siebie nawzajem i siebie samych.
Kiedy jesteśmy zakochani nie chcemy nikogo zmieniać, naprawiać, nie krytykujemy drugiej osoby, nie oceniamy również samych siebie.
Można powiedzieć, że zanurzamy się w Przestrzeni Nieoceniania.

Kluczem do dobrego samopoczucia, jest żyć w chwili teraźniejszej, poczuć się dobrze teraz (a nie w przyszłym tygodniu, jak wreszcie odwalimy tę zaległą roboę.).

Jak by to było, gdybyśmy pijąc poranną kawę mówili do siebie:
„ to co ma w tej chwili mi wystarcza”
„nie muszę na nikim robić wrażenia”
„nie musze stać się kimś innym, żeby zasłużyć na miłość”
„mam wszystko co potrzebne , żeby być szczęśliwym już teraz”

Właśnie tak żyją trzyletnie dzieci i…zakochani.

Dobra wiadomość jest taka, […]

Magia świąt

Szara rzeczywistość nie ma zbyt wielu zwolenników a w listopadzie i w grudniu jest aż nazbyt namacalna.
Święta dla odmiany są kolorowe i trochę zaczarowane. Święty Mikołaj frunie z nieba w swoich saniach i spełnia nasze marzenia.
Świat na chwile zwalnia i pięknieje i my też zwalniamy razem z nim.

Wszyscy tęsknimy za magią i pięknem, ale im bardziej oddalamy się od krainy dzieciństwa, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że zaczarowany świat istnieje tylko w bajkach.

Kiedy mamy rachunki do zapłacenia albo wezwanie do urzędu skarbowego, stoimy w kolejce do kasy albo boli nas głowa i ząb, to rzeczywistośc w jakiej żyjemy wydaje nam się jak najbardziej realna.
Wpływ na nasze życie maja takie czynniki jak działania polityków , ceny ropy albo opady śniegu z deszczem; nasze uczucia i myśli są dla odmiany niewidoczne i nieuchwytne… ale czy to znaczy, że nie istnieją?
Nikt nie wie jak wygląda miłość, ale czy przez to, że jest abstrakcyjna przestajemy w nią wierzyc?

Czy nasze uczucia są tak samo realne jak stół w naszej kuchni ?
I jeśli tak, to co to właściwie oznacza?
Czy myślami możemy wpływa rzeczywistość?
Jeśli powiemy sobie, że coś jest niemożliwe, to będzie to miało taki sam skutek, jakbyśmy tuż przed sobą postawili płot?
Jeżeli zaczniemy myślec, że wszystko dobrze się skończy to czy właśnie tak się stanie?

Świat wcale nie rządzi się tak logicznymi prawami, jak przyzwyczailiśmy się myśleć.
Jakim cudem z maleńkiego żołędzia wyrasta wielki dąb?
Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to wszystko wokół nas powstaje z niczego.
Słonecznik, rafa koralowa, utwór muzyczny i pomysł, który właśnie przyszedł nam do głowy.
Żyjemy w magicznej rzeczywistości i dzwoneczki reniferów świętego Mikołaja są doskonałą okazją, żeby sobie o tym przypomnieć :)

Przez |Grudzień 16th, 2015|Blog|O komentarzy

Każdy jest kowalem własnego szczęścia.

psychoterapi

„Większość ludzi ma tyle szczęścia na ile sobie pozwoli”
A. Lincoln

Czy bycie szczęśliwym jest kwestia decyzji?
Ta myśl może wydawać się szalona , kto nie chciałby być szczęśliwy.

Oczywiście, każde zatem pytanie powinno brzmieć: na ile pozwalamy sobie odczuwać radość?

Ludzie, którzy są zadowoleni ze swojego życia mówią najczęściej, że bycie szczęśliwym jest wynikiem ich decyzji; postanowili je zmienić, zamiast przez kolejny rok czuć się samotnym, sfrustrowanym i niedocenionym.
Oczywiście, decyzja nie oznaczała, że ich życie zmieniło się z dnia na dzień,był to zaledwie początek drogi, ponieważ bycie szczęśliwym to wielkie wyzwanie.
Aby osiągnąć lekkość bytu, trzeba ciężko pracować i nauczyć się samodyscypliny, która wiąże się z umiejętnością „zarządzania własnymi myślami”.
Bycie szczęśliwym jest wynikiem skupiania się na dobrych, pozytywnych myślach.
Znacznie łatwiej to zdanie napisać niż wprowadzić w czyn, ponieważ nawyk zamartwiania się jest u większości z nas silnie utrwalony.
– „No dobrze, a co będzie, jeśli będę tak sobie szedł radośnie a ktoś mnie napadnie?”
– Albo, „jeśli nagle zwolnią mnie z pracy? Z czego będę żył”; życie jest nieprzewidywalne i w każdej chwili może się coś stać złego”.

Utrzymanie dobrego stanu psychicznego przypomina codzienne obowiązki dobrego gospodarza, trzeba przez cały czas wyrzucać śmieci i eksponować to, co w domu jest najpiękniejsze.

Szczęście nie może być również warunkowe:
-„ Będę szczęśliwy kiedy wreszcie przyjedzie mój autobus”.
Czas oczekiwania może okazać się wspaniałą chwilą w naszym życiu; na ławce na której siedzimy na przystanku może usiąść ktoś, z kim będzie nam się wspaniale rozmawiało, albo wymarzony ktoś, z kim będziemy podróżować przez resztę życia .

Warto również zadać sobie pytanie:
-„Czy nie traktuję siebie zbyt poważnie?”

-„Gdybym jeszcze raz miał przeżyć życie, miałbym więcej prawdziwych a mniej wymyślonych problemów” – powiedział swoim żegnający się z życiem stulatek.

Jeśli mówimy sobie:
– „ Jestem […]

Przez |Listopad 25th, 2015|Blog|O komentarzy

Jak feniks z popiołów

Psychoterapia - ból po stracie najbliższej osoby

„Umierałem już tyle razy”
Charlie Chaplin

W czasie Święta Zmarłych wspominamy naszych Bliskich a przy okazji zadajemy sobie Ważne Pytania.

Śmierć i życie, początek i koniec są nierozerwalnie ze sobą połączone.
Jedno nie może istnieć bez drugiego.
Wszystkie pierwiastki z jakich jesteśmy zbudowani my i nasza planeta powstały w odległym kosmosie podczas umierania gwiazd.
Cykl przyrody pokazuje, że nowe życie powstaje na gruzach starego, dzięki czemu stale się odradza.

Podobnie jest w naszym życiu, nowy porządek zwykle jest poprzedzony rozpadem starych struktur i chaosem
Przechodzenie do kolejnego etapu często jest bolesne;
To co znajome jest oswojone i bezpieczne, dlatego zmiany zwykle budzą lęk i niepewność.

– „Jakaś część mnie umarła razem z tym co utraciłem” mówią niektórzy
-„Życie to podróż” mówią inni

Ból związany ze stratą często jest wynikiem niezgody na zmiany.
Jeśli zaakceptowalibyśmy fakt, że są one tak samo nieuchronne jak zmieniający się podczas tej podróży krajobraz za oknem, może nawet witalibyśmy je z radością.
Kiedy doświadczamy „małych śmierci”, na przykład w postaci utraty pracy, ważnych związków często panikujemy albo wpadamy w rozpacz.

Jeżeli powiemy sobie: „ jestem tu gdzie jestem i ciekawe, dokąd mnie to zaprowadzi”, sprawy zwykle nabierają innego znaczenia.
Z tej perspektywy można zobaczyć, że dawne związki oparte były na współuzależnieniu a miejsca, których nie chcieliśmy opuścić nie były szczególnie ciekawe.
Być może jedyne co tak naprawdę tracimy, to złudzenia .
Możemy nadal trzymać się dawnych nawyków albo pozwolić, by dawne struktury się rozwiały i dostrzec, że już ich nie potrzebujemy; wtedy zaczynamy przygotować się na życie w nowej, poszerzonej rzeczywistości.

Zwykle sytuacja się pogarsza zanim nadejdzie poprawa. W medycynie mówi się o „przesileniu”, jest to punkt zwrotny po którym następuje radykalna zmiana: pacjent bardzo szybko wraca do zdrowia.

W życiu często, zanim wejdziemy w […]

Przez |Listopad 3rd, 2015|Blog|O komentarzy

Filmy w mojej głowie

W gruncie rzeczy nasze życie (chwila która trwa) jest całkiem przyjemne (o ile akurat nie uciekamy przed rozjuszonym tygrysem, albo nie pękła nam rura w łazience, zalewając całe mieszkanie).

Problem polega na tym, że bardzo często, trudno nam się skupić na tym co jest, bo w myślach opowiadamy sobie całe historie na temat tego, czego wprawdzie teraz nie ma, ale przeciez może się przydarzyć.(a przydarzyć może nam się absolutie wszystko).

Katastroficzne myśli najczęściej uruchamiają wyobraźnię, która w najciemniejszych barwach odmalowuje „czarne scenariusze”, będące thrillerem, melodramatem i tragikomedią z elementami horroru w jednym.(„co będzie jeśli zachoruję?” „albo jeśli mnie wyleją, z czego spłacę kredyt”? „jeżeli ona/on mnie porzuci, nie przeżyję tego”, „co się stanie z moimi dziećmi, jeśli mnie zabraknie?”).

Kiedy odpalamy wyobraźnię i straszliwe obrazy dotyczące tego, co może się przydarzyć przesuwają nam się przed oczami, rzadko mamy świadomośc, że są to tylko nasze myśli.

Najczęściej czujemy się tak, jakby negatywna, i wymyślona przez nas wizja przyszłości działa się naprawdę; emocje jakie przeżywamy w związku z tym (lęk, smutek ,przerażenie) również są prawdziwe.

Pozbawiając samych siebie energii (negatywne myśli pochłaniaja jej bardzie dużo) i czasu (wyświetlając sobie w głowie katastroficzne filmy – tak bardzo się na nich skupiamy, że nie zauważamy tego co się dzieje wokól nas) , oddzielamy się szklanym kloszem od prawdziwego życia. Widzimy je, ale nie dotykamy, nie uczestniczymy w nim, zajęci kolejnym filmowym seansem pod tytułem : („ A jeśli coś mi się stanie?”).

Skupianie się na negatywej rzeczywistości nie uchroni na przed tym , aby nigdy nie spotkały nas przykre rzeczy (które równie dobrze mogą nigdy się nie zdarzyć) , natomiast okradają nas z bezcennego czasu.

OKRADAJĄ Z ŻYCIA.

Przez |Październik 9th, 2015|Blog|O komentarzy

Kto sieje wiatr, zbiera burzę

Moja znajoma po wieczornej kłótni z mężem przyszła następnego dnia do pracy spóźniona i rozdrażniona. Potem było już tylko gorzej. Klienci, których obsługiwała byli tego dnia wyjątkowo nieuprzejmi i roszczeniowi, a na koniec wylądowała na dywaniku u szefa, który skrytykował jej metody pracy. Wracała do domu smutna, zła i tak wyczerpana; szła ze spuszczona głową i nie zauważyła pędzącego samochodu, który oblał ja woda z kałuży.
Każdemu z nas zdarzają się przykre rzeczy, ale dlaczego tak się dzieje że często „nieszczęścia chodzą parami” a jeszcze częściej działa jakieś tajemnicze prawo serii niefortunnych zdarzeń”.? Czy jest to tylko zbieg okoliczności, czy sami tworzymy negatywną rzeczywistość?
Myśli zawsze są połączone z emocjami.. Czy jeśli powiemy sobie:” mam zły dzień i nic mi się nie udaje” to jest to tylko myśl, czy samospełniająca się przepowiednia?
Jeżeli jesteśmy źli lub poirytowani, inni (często podświadomie) reagują na nasze emocje i „odpłacają” tym samym.

„Kto sieje wiatr, zbiera burzę”.

W jednym z moich ulubionych filmów „Dzień świstaka”, główny bohater utknął w pętli czasu. Topiąc smutki w alkoholu pyta poznanych przy barze mężczyzn:
– Czy zdarzyło wam się kiedyś przeżywać w kółko ten sam dzień?
– Właśnie tak wygląda nasz życie – odpowiedzieli.
Przekonania na temat świata i nas samych często są pułapką, która powoduje, że tkwimy w określonej sytuacji nawet wtedy, kiedy rzeczywistość nas uwiera; trzymamy się kurczowo starych schematów, utartych ścieżek ; na przykład tej samej pracy, mimo ,że szczerze jej nie znosimy (gdzie ja teraz znajdę lepszą, jest kryzys, mam swoje lata i kto mnie teraz zechce) nie dopuszczając nawet do siebie myśli, że zasługujemy na coś lepszego.
Jest taka przypowieść o żeglarzu, który w czasie sztormu wypadł za burtę i cała noc spędził trzymając się kurczowo swojej łodzi. Deszcz siekał […]

Przez |Październik 7th, 2015|Blog|O komentarzy