Bardzo mnie poruszył filmik, który niedawno obejrzałam w Internecie.
Młoda, śliczna dziewczyna grała na skrzypcach utwór „Hallelujah”. Stała na stacji metra, między ławką a koszem na śmieci.
Nikt nie zwracał na nią uwagi. Ludzie mijali ją obojętnie, zajęci swoimi myślami, wpatrzeni w ekrany telefonów i tabletów.

W rzeczywistości był to teledysk.
Dziewczyna jest utalentowaną i znaną skrzypaczką, która ma swoich koncertach gromadzi tłumy.
Teledysk został opatrzony jej komentarzem, że zawarła w nim własną historię z czasów, kiedy czuła się tak, jakby nikt nie widział piękna, które w niej jest.

Opowieść tej dziewczyny to także moja historia.
Myślę, że jest to historia każdego z nas.

Ile razy nie dostrzegaliśmy pięknych ludzi, miejsc, chwil, bo byliśmy wsłuchani w siebie, głusi i ślepi na rzeczywistość wokół nas?
Ile razy my sami czuliśmy się „niewidzialni” dla innych, nieważni, upokarzani , umniejszani, mimo, że staraliśmy się z wszystkich sił?

To ważne, by dostrzegać tajemnicę i wyjątkowość w drugim człowieku, zawsze dla nas nieuchwytnym.
Tak samo ważne , jak to, by dostrzegać piękno i wyjątkowość w sobie, nie pozwalać innym siebie umniejszać, lekceważyć i dewaluować,

Czyjeś ograniczone osądy nas nie definiują, ponieważ jesteśmy od niech więksi.
Są rodzajem ślepoty, a niewidomemu nie powinniśmy się dać prowadzić ani prosić, by nam wskazał kierunek.